Magia miejsca Pałacu Parisel - Leśne Zacisze w Klimkach koło Łukowa powoduje, że tu się chce wracać. To nasze wspaniałe Miejsce na Końcu Świata, z wyjątkowo prostym dojazdem z każdego miejsca na świecie.
Odwiedzając pałac możecie być pewni, że jesteście w miejscu, w którym powinniście być, aby rozpocząć wasze wymarzone życie. To miejsce w którym zbudujecie imperium, a jednocześnie zmienicie świat na lepszy. A może nawet historię.
Opowiemy Wam Bajkę w jakiej żyją w tych, jak mówią właściciele Hania i Andrzej, niesamowitych czasach..
Małżeństwo już od kilku lat prowadzi hotel w malowniczym, otulonym Rezerwatem Jata miejscu na Podlasiu. Cisza i spokój, panujące w tym miejscu skłaniają do refleksji, zadumy, medytacji… Do Leśnego Zacisza przyjeżdżamy przede wszystkim, aby odpocząć od szumu miasta, natłoku obowiązków i myśli. To jedno z nielicznych miejsc w Polsce, gdzie możemy się zatrzymać, napełnić swoje ciało i duszę kojącą energią brzozy, szumem liści, śpiewem świerszczy. Każdy z nas o tym skrycie lub otwarcie marzy i myśli.
Każdy gość przekraczający próg Pałacu zostaje zaczarowany poprzez cudowną obsługę, właścicieli i świetlistą energię. Tak naprawdę, kiedy odwiedzamy Pałac, odnajdujemy w nim siebie, czujemy się jak w domu. Dzieje się tak za sprawą przeróżnych niesamowitych osób które dzielą się swoją wiedzą i energią. Warsztaty i szkolenia uspakajają umysł i serce, a energia miłości zaczyna krążyć we wszystkich gościach.
Chcesz zacząć żyć w swojej wymarzonej rzeczywistości i jej doświadczyć?
Chcesz zmienić swoje życie na lepsze? Wystarczy jeden krok…
Ale zanim go zrobisz, poznaj Hanię i Andrzeja na łamach naszego pisma.
Jakimi są naprawdę ludźmi? Jak oni odnajdują tu siebie?
Jak odnaleźli swoją Bajkę?
Czy Pałac Parisel Leśne Zacisze będą odwiedzać ludzie z całego świata?
Zapraszamy do lektury rozmowy.
Energia Życia: Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem Waszej Bajki niesamowitej, pozytywnej energii, która bije z tego miejsca. Choćby człowiek był bardzo zestresowany, tu odnajdzie spokój. Co sprawia, że goście czują się tu dobrze i każdy chce do Was wracać?
Hanna Dulny: Wiele osób przyjeżdżających do nas podkreśla, że czuć tu niesamowitą energię i to oni mówią, że nie chcą wyjeżdżać z tej Bajki. A ja myślę że pozytywnie zaczarowałam to miejsce razem z moim mężem. Stworzyłam Pałac, aby służył ludziom w odblokowywaniu ich potencjału. Pokochałam w nim każdą cegłę, okno, oświetlenie, kuchnię, hol, sale, pracowników, jedzenie i naszych gości. Za każdym razem kiedy wchodzę do Pałacu wlewam w niego energię miłości.
Wiem że to może trudno zrozumieć ale przekazuję niesamowite światło, które dostałam podczas doświadczenia śmierci klinicznej, o której jeszcze opowiem. Wielu gości nie ma nawet świadomości dlaczego tak pozytywnie zmienia się wszystko w ich głowach i sercu, po pobycie u nas. A takich historii po czasie poznajemy mnóstwo.
Mam szczęście, bo razem z Andrzejem realizujemy nasze marzenia bez względu na okoliczności i myślę że to miejsce jest takim bardzo wygodnym i delikatnym sanatorium dla duszy (śmiech). Każdy znajdzie coś dla siebie. Namalowałam nawet obraz, na którym widać, jak ta energia krąży między nami, wszystkimi ludźmi.
Andrzej Dulny: Co ciekawe, kiedy kupiliśmy ten obiekt poprzedni właściciele mówili nam, że chyba nawet nie wiemy co kupujemy. I dopiero teraz to rozumiemy. Ich szczere intencje i nasza energia powodują, że Goście to czują, tą magię miejsca pełnego miłości i wdzięczności. Pałac czekał na nas, teraz jesteśmy tego pewni i mamy ogromną wdzięczność wobec naszych Gości za to, że w nas uwierzyli i dają nam niesamowite wsparcie wracając do nas nawet kilka razy do roku. Tchnęliśmy nowego ducha w to miejsce. Energię przekazaliśmy pałacowi, pracownikom, Gościom.
Wszyscy jesteśmy świadkami tego, że dzięki tej energii wszystko tu działa.
KS: Haniu, zacznijmy od tego, że wspomniałaś o śmierci klinicznej. Kiedy to się wydarzyło i jakie to miało dla Ciebie znaczenie.
HD. Nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. To było tak wymierne wydarzenie w moim życiu po urodzeniu syna, które uwolniło mnie od wielu przekonań. Do dzisiaj odkrywam, co się wtedy wydarzyło. W trakcie porodu pękła mi macica. Lekarze na początku tego nie zauważyli, ponieważ krwawiłam do środka, a nie na zewnątrz. Piotruś urodził się taki jakby „zwinięty w kulkę” i lekarze od razu go zabrali. Nawet go nie dotknęłam. Byłam zrozpaczona. Ale co najciekawsze, wiedziałam, że tak się wydarzy. Jak wychodziłam z domu, zabrałam obrazek, „ akt oddania się Matce Bożej”. Babcia zawsze mówiła, że w sytuacjach beznadziejnych Maryja pomaga. Gdy po porodzie zaczęłam się źle czuć, wspólnie z Andrzejem modliliśmy się do Matki Bożej. Zaczęłam słabnąć. Była już godzina od porodu. I w jednej chwili po prostu „odleciałam”. Doznałam śmierci klinicznej.
KS: Jak to wyglądało wtedy z Twojej perspektywy?
HD: Widziałam lekarzy jakby z góry. Ich nerwy, że pacjentka zaczyna umierać. Później zaczęłam przechodzić przez tunel w stronę światła. Ono było tak cudowne i pełne miłości. Wlewało się do mojego serca. Wszystko, co zostawiałam na ziemi było takie nieważne i nieistotne. Wyszła po mnie postać. Świetlista postać z długimi włosami. Myślę, że to mogła być moja siostra, która zmarła jako dziecko. Trzymała mnie za rękę i szłyśmy razem. Ale ja zaczęłam wracać. Siostra pozwoliła mi zawrócić i zrobiła to z miłością. Okazuje się, że to wszystko było mi potrzebne. To mnie otworzyło na ludzi i zmieniło moje życie o 180 stopni.
Jeśli chcesz mieć dostęp do całego wydania ENERGII Życia
* zamów jednorazowo egzemplarz
Zakup stacjonarnie w salonikach prasowych EMPiK lub Inmedio